sobota, 17 listopada 2012

Kraina uśmiechu - Tajlandia

(luty 2010)

"Wszyscy uśmiechają się w tym samym języku. Tylko uśmiech jest jedna­kowy na całym świecie. Możesz się uśmiechnąć po angielsku, a będzie to znaczyło dokładnie to samo w Tajlandii". (Olivia Goldsmith) 

Typowy tajski uśmiech jest nieodłącznym elementem mieszkańców. To jemu kraj ten zawdzięcza przepiękne określenie: „Kraina Uśmiechu”. Uśmiech jest też potężnym atrybutem Tajów mającym moc „rozbrojenia” nawet najbardziej ponurego przybysza z zachodu.



Niejednokrotnie zastanawiałem się, skąd tyle uśmiechu w kraju, w którym ludzie w zdecydowanej większości nie są zamożni.





wtorek, 13 listopada 2012

Wspomnienie minionego dnia - Syria


(kwiecień 2009)


Gdy spoglądam na obecnie prezentowane obrazki z ulic miast syryjskich i widzę cierpienie w oczach jej mieszkańców, jest mi bardzo smutno. Kraj ten pogrążony jest w straszliwej wojnie. Ja osobiście pamiętam Syrię, jako miejsce, które zamieszkałe jest przez sympatycznych i otwartych ludzi.

Basra, w drodze do Damaszku
Ulice Basry
Mali mieszkańcy Basry
Palmira
Palmira
Dzieci w Palmirze
Małoletni poganiacz wielbłądów
Ulice Damaszku
Ulice Damaszku
To co zachwyca w Syrii, to bogactwo zabytków. Palmira jest jednym z tych miejsc, które obowiązkowo należy odwiedzić podczas podróży po Syrii. Jest to starożytne miasto, obecnie stanowiące jeden z największych na świecie kompleksów wykopalisk.

niedziela, 11 listopada 2012

Z dymiona i z patelni - Gruzja


(sierpień 2012)

      Gruzja to kraj górzysty, w północnych częściach króluje Kaukaz Wysoki, a na południu rozciąga się pasmo Małego Kaukazu. Gruzini żartują, że gdyby wyprasować ich kraj, to miałby wówczas powierzchnię Francji, w rzeczywistości jednak jego powierzchnia wynosi około ¼ terytorium Polski. Kraj ten ma bardzo bogatą historię i jeszcze bardziej bogatą kulturę. Mieszkańcy są dumni z tego, że przyszło im żyć na Zakaukaziu i pielęgnować tradycje narodu gruzińskiego, co wyraźnie można dostrzec podróżując po kraju.




Kuchnia w gruzińskiej tradycji, zajmuje szczególne miejsce i stanowi bardzo ważny symbol w życiu Gruzinów. Klimat w Gruzji jest raczej łagodny, co sprzyja rolnictwu i uprawie wielu jadalnych roślin. W cieplejszych nasłonecznionych regionach, dojrzewają soczyste pomidory, arbuzy, melony, winogrona i bakłażany. Na pastwiskach górale wypasają owce, które stanowią źródło mięsa, a z ich mleka wyrabiane jest wiele gatunków sera. Kuchnia gruzińska szczyci się bogactwem potraw i specyfiką różnorodnych smaków, niespotykanych nigdzie indziej na świecie.

W Gruzji rzadko jada się zupy, natomiast mnóstwo różnych przekąsek i przystawek do dania głównego. Na stołach często gości sałatka z pomidorów z bazylią, owcze sery, czy też zapiekane z przyprawami bakłażany. Często pojawia się również kurczak na zimno w sosie orzechowym, opiekane pieczarki, a najczęstszą przystawką jest tu placek ze słonym serem – chaczapuri. Placek ten jada się w każdym regionie Gruzji, podawany jest zawsze na gorąco, można go kupić za ok. 1-2 lari na przydrożnych straganach, lub wprost od wieśniaczek na lokalnym bazarze.

Głównym daniem, zresztą bardzo smacznym, jest chinkali, czyli rodzaj pierogów z mięsnym lub ziemniaczanym nadzieniem. Często na talerzach pojawia się szaszłyk, kurczak, a także gulasz. W Gruzji jadłem również smażonego pstrąga oraz nadziewane i pieczone bakłażany podawane na gorąco. W rejonie Ajaria, bardzo popularnym daniem jest chaczapuri adżarskie. Jest to drożdżowy placek w kształcie łódki, nafaszerowany słonym serem , zapiekany i podawany z masłem oraz jajkiem. Je się to wyłącznie palcami, odrywając z brzegów ciasto i maczając w masie serowo - jajecznej, osobiście polecam, przepyszne.




Gruzja to oczywiście najwspanialsze wina. Winnice w Gruzji uprawiane były już kilka tysięcy lat przed naszą erą. Największym i najważniejszym regionem winiarskim jest Kachetia na wschód od stolicy Tbilisi. Najpopularniejszymi szczepami są Rkatsiteli – białe wina oraz Separavi – wina czerwone. Wina te charakteryzują się niepowtarzalnym smakiem i aromatem, traktowane są jak napój życia i stanowią podstawę do toastów podczas gruzińskiej supry (uczty).
Będąc w Gruzji należy również spróbować regionalnej wody mineralnej Borjomi, która przez znawców uważana jest za najlepszą wodę na świecie. To prawda :)

Architektura sakralna

Gruzja to kraj wielonarodowościowy i zarazem wielowyznaniowy. Najliczniej wyznawaną, a zarazem oficjalną religią jest prawosławie gruzińskie, następnie islam, głównie w Adżarii. Sporą grupę stanowią wierni kościoła ormiańskiego, głównie w rejonach przygranicznych z Turcją i Armenią. Katolicy w Gruzji stanowią zdecydowaną mniejszość. 
Przemierzając Gruzję, w wielu regionach można napotkać stare kościoły wybudowane na planie krzyża, większość z nich jest otwarta dla wiernych i turystów. Bardzo często znajdują się one na wzniesieniach otaczających miasta, lub w miejscach z dala od utartych szlaków.

 Monastyru Gelati, w pobliżu miasta Kutaisi
Upliscyche, skalne miasto w rejonie Gori
 Jedna z kapliczek przy monastyrze DAWID GAREDŻA
 MONASTYR DAWID GAREDŻA
 Katedra Świętej Trójcy w Tbilisi

Monastyr Dżwari, okolice Mcchety


Gościnność gruzińska

Jadąc do Gruzji, słyszałem wcześniej o niezwykłej gościnności jej mieszkańców. Pewnego dnia, podróżując po Adżarii w okolicach Batumi, mieliśmy okazję się o tym przekonać. Kilka dni wcześniej będąc w Gori, poznaliśmy dziewczynę z Gliwic, która przyjechała do Gruzji z kilkumiesięczną misją humanitarną. Spotkaliśmy ją w lokalnej kawiarni, gdzie pomagała rodzinie, przybyłej do Gori z terenów autonomicznych. Korzystając z wolnej chwili opowiadała nam o zwyczajach Gruzinów, o lokalnej kuchni, o tym co warto zobaczyć i gdzie pojechać. Otrzymane od niej wskazówki, bardzo się nam przydały w dalszej drodze. Między innymi poleciła nam postarać się o wino domowe, które jak się później okazało, wyrabiane jest tutaj niemal przez wszystkich gospodarzy. Przy odrobinie szczęścia, można je również kupić w małych lokalnych sklepikach, oczywiście spod lady. W Adżarii trafiliśmy przypadkowo, do gospodarstwa starszych ludzi, z nadzieją że zakupimy od nich kilka butelek wina na wieczór. Tak też się oczywiście stało. W momencie kiedy gospodarz poszedł rozlewać wino do zakręcanych dwulitrowych, plastykowych butelek po piwie, nie wiadomo skąd przybiegła do nas gospodyni z pomidorami w dłoniach. Posadziła nas w ogrodzie, pokroiła pomidory i ogórki, przyniosła również spory talerz kozich serów. Gospodarz postawił butelkę swojskiego wina, a gdy tylko się skończyło na stole momentalnie pojawiło się kolejne. Niby nic, ale Ci ludzie byli bardzo biedni, a ugościli nas jak najbliższą rodzinę, nie pozwalając odejść od stołu głodnemu. Nasze niespodziewane przybycie, było dla nich zaszczytem. Bez żadnej przesady można powiedzieć, iż Gruzini otwierają przed gościem swoje serca, drzwi i lodówki. Gdy już bowiem chcą ugościć przybysza, dbają o to, by na stole znalazło się wszystko, co tylko mogą zaoferować do jedzenia. Nawet gdy sami mają niewiele, dzielą się tym, co mają. 


Winnice w Adżarii
Innym razem w Tbilisi, siedzący w pobliżu nas miejscowi, wznieśli kilka bardzo długich toastów za nas i za nasze wolne narody. Podnosząc wysoko ponad głowy kielichy z wódką lub z winem, wykrzykiwali donośnie "Gaumardżos" (na zdrowie). Śpiewali jak się wówczas domyślałem patriotyczne pieśni, a na zakończenie, przez nikogo nie proszeni, odtworzyli z komputera hymn Polski. Było to dla nas wielkim zaskoczeniem, kiedy wszyscy wstali i z największą powagą wysłuchali naszego hymnu, trzymając prawą dłoń na piersi. Całe to niearanżowane przedstawienie było dla nas świadectwem głębokiej przyjaźni, jaką nas darzą.


Tbilisi
Tbilisi
Tbilisi
Kamienny most 

Gaumardżos


      Okrzyk "Gaumardżos" słyszy się w Gruzji niemal na każdym kroku. Gruzini wprost uwielbiają biesiadować. Nie potrzebują specjalnej okazji, by się spotykać i wspólnie bawić. Jedzą i piją do późnych godzin nocnych zarówno w sobotę jak i w każdy inny dzień tygodnia. W trakcie biesiadowania są bardzo weseli, ale również hałaśliwi, przekrzykują się między sobą, jakby jeden drugiemu próbował udowadniać swoją rację i odwrotnie. W dalszym ciągu w niektórych regionach, wino pije się z krowich rogów, które często mają objętość sporej butelki.  Po toaście wygłoszonym przez Tamadę (gospodarza supry), każdy uczestnik wypija swoją porcję do dna, w szczególności zawartość rogu, gdyż jego trudno jest pełnego odstawić. Same toasty, to przejmująca, barwnie powiedziana historia. Wygłaszane są co jakiś czas i trwają nawet kilkanaście minut. Podczas toastu gospodarz nawiązuje do narodu, do patriotyzmu, a również kultury i przyjaźni. Toasty są rodzajem legendy, którą Tamada stara się jak najlepiej przedstawić, zwykle wciągając w nią wszystkich biesiadników. Gaumardżos, jest sygnałem ukończenia przemowy i jednocześnie nakazem do przechylenia kielichów. By nie narazić się zbytnio gospodarzom, należy postępować wyłącznie jak nakazano.


Podczas gruzińskiej supry, talerze postawione wcześniej na stołach, przykrywane są wciąż kolejnymi, aż urośnie piramida znaczącej wielkości. Uczta zaczyna się od przystawek, kończy na deserach. Proszę uwierzyć, że nawet dla mnie, który kocha dużo jeść, gruzińskie ilości były nie do zjedzenia.





Szymon Wyrwik

poniedziałek, 5 listopada 2012

Salsa na talerzu - Kuba



(luty 2011)

Ktoś kiedyś poprosił mnie bym w trzech zdaniach opisał, z czym kojarzy mi się Kuba. Pomyślałem, lecz nie potrafiłem odpowiedzieć w kilku słowach. Jest to jedno z tych miejsc, których nie da się opisać krótko. Symboli charakterystycznych dla tego kraju jest całe mnóstwo, począwszy od detali a na ogromie piękna skończywszy. Tą karaibską wyspą, zachwycał się już Krzysztof Kolumb, gdy dopłynął do niej w 1492 roku.

„… wyspa ta jest najpiękniejsza ze wszystkich, jakie oglądały oczy człowieka..." [Wtorek, 28 października 1492] Krzysztof Kolumb.


Plaża w rejonie Baracoa, wschodnia Kuba
1. Palma Królewska


      Kuba jest jedynym miejscem na świecie gdzie w naturalnym środowisku rosną palmy, o charakterystycznych grubych jasnych pniach. Palma ta jest symbolem narodowym i dumą Kubańczyków. Co ciekawe, wszystkie elementy tej rośliny są powszechnie wykorzystywane. Obecnie spotykana jest niemal w każdej części wyspy i stanowi nieodzowny element krajobrazu. 


Palmy królewskie
2. Transport


W 1962 roku USA wprowadziły embargo handlowe i blokadę morską na Kubę. Efekt tych decyzji jest widoczny na tej wyspie aż po dzień dzisiejszy. Po ulicach miast jeżdżą wehikuły znane większości z nas już tylko z telewizji lub muzeów. Co więcej samochody te są w doskonałym stanie, wypucowane i stanowią dumę swoich właścicieli. Kubańczycy są świetnymi mechanikami, potrafią pomimo powszechnego braku dostępu do części samochodowych, utrzymywać swoje auta wiecznie zdatne do jazdy. Często samochody mają więcej niż 50 lat i stanowią nieodzowny element architektury miast. Większość tych pojazdów to własność prywatna, o czym świadczą żółte tablice rejestracyjne. Nowsze auta zwykle są państwowe i stanowią wyposażenie wypożyczalni (te mają rejestracje czerwone), lub taboru rządowego. 

  


Poruszanie się po kraju, jest bardzo trudne zarówno dla mieszkańców jak i dla turystów. Praktycznie nie ma linii kolejowych, a tory dawno pordzewiały. Przypominają jednak o dawnych czasach, kiedy po Kubie jeździły pociągi transportujące trzcinę cukrową. Mieszkańcy przemieszczają się po kraju głównie przepełnionymi do granic możliwości autobusami lub na pace ciężarówek. Kuba to kraj autostopu. Jest to jedyny na świecie kraj, w którym funkcjonuje zawód „zatrzymywacza” państwowych samochodów. To Amarillo, ubrany zwykle na żółto, państwowy urzędnik, który ma za zadanie zatrzymywanie wszelkich państwowych samochodów, tak by dosadzić do nich dodatkowych pasażerów. Wyposażony jest w gwizdek oraz tabliczkę z napisem STOP. Krótko mówiąc, człowiek ten na zlecenie państwa łapie stopa za podróżujących. Za złapanie stopa nie płaci się kierowcy, ale właśnie Amarillo, który nakazuje kierowcy (który np. jedzie z drzewem z lasu do tartaku) zmianę kursu i podwiezienie ludzi tam gdzie oni chcą. Jest to zapewne bardzo oryginalny sposób na podróżowanie :)


Jeszcze do niedawna bardzo popularne, obecnie już rzadkość, wynalazek Fidela dla ludu kubańskiego – camello – dziwoląg służący do transportu ludzi. Przyczepa ciągnięta przez ciężarówkę, kiedyś główny środek publicznego przewozu w Hawanie, obecnie spotykany wyłącznie na wschodzie Kuby.




Cygara

       Kuba kojarzy się chyba wszystkim z cygarami. To prawda, w każdym, najodleglejszym nawet zakątku wyspy widzi się jej mieszkańców z cygarem w ustach.  Sprzedawane są wszędzie, a ich cena dla obcokrajowców jest bardzo wysoka, od kilku do 8 – 9 dolarów za sztukę. Na Kubie istnieją dwa rodzaje walut: peso kubańskie PESO NACIONALE (CUP) i peso wymienialne PESO CONVERTIBLE (CUC). Peso wymienialne jest walutą, którą uzyskamy w banku lub w kantorze, po wymianie waluty przywiezionej ze sobą, najlepiej euro. Peso CUP, to waluta, w której Kubańczycy dostają wynagrodzenia i za nią mogą kupić co najwyżej warzywa na straganie, gazetę lub produkty wydawane „na kartki”. Podczas podróży po Kubie, warto zaprzyjaźnić się z miejscowymi i przy odrobinie skąpstwa, pozyskać ich walutę. Taki wyczyn, pozwoli kupować nam np. miejscową pizzę (placek z serem i sosem pomidorowym) w ulicznych budkach, czy też owoce, naprawdę  za grosze.


Cygara kubańskie znane i cenione są przez znawców na całym świecie. Mitem jest, że te oryginalne i najdroższe, są zwijane na udach kobiet. Obecnie cygara produkuje się w fabrykach, głównie w rolniczym rejonie Valle Vinales na zachodzie Kuby. Miejscowi kupują je w sklepikach płacąc w walucie dla miejscowych, przyjezdni muszą za nie jednak płacić dużo więcej. Paczka cygar z „górnej półki” (np. Cohiba, Partagas, Montecristo), stanowi jedną z najbardziej oryginalnych pamiątek przywożonych z podróży. Podczas zakupu, należy jednak uważać, by nie kupić cygar podrabianych, zawiniętych z liści banana. Takie są oferowane głównie na ulicach, od „przemiłych” sprzedawców, którzy tłumaczą, że ich wujek, lub ciotka, wyniosła je z fabryki :). Po powrocie do domu i po otwarciu ładnego opakowania, można niekiedy się rozczarować:).

Na tej pięknej karaibskiej wyspie, wspaniale jest więc usiąść wieczorem w knajpce, przy szklaneczce rumu i  słuchając lokalnych rytmów, odpalić miejscowe cygaro.


Salsa i podobne rytmy

       Przed wyjazdem na Kubę, słyszałem tu i ówdzie opowieści o mieszkańcach tańczących na ulicach oraz o muzyce, która nie milknie przez całą dobę. Faktycznie, Kuba to kraj roztańczony, a muzyka towarzyszy wszędzie gdzie tylko się człowiek pojawi. Jest zarówno sposobem na zarabianie, jak i największą rozrywką Kubańczyków. Kilkukrotnie widziałem lokalne tańce w rytmach znanych z Buena Vista Social Club, nie tylko wieczorem, ale zwykle w samo południe. Ludzie uwielbiają tu tańczyć, uważam, że jest to jeden ze sposobów na ich życie. Państwo nie zapewniło im zbyt wielu rozrywek. Na wyspie wydawanych jest tylko kilka gazet, niewiele jest również programów w telewizji. Zarówno na ekranie jak i w prasie, przodują wciąż przemówienia wodza Castro. Do znudzenia powtarzane są tu fragmenty bohaterskich dokonań z czasów rewolucji.  Ludzie żeby oderwać się od tej szarej rzeczywistości, bawią się od świtu do późnej nocy i to nie tylko w Hawanie, ale dużo dalej, także w Santiago i Baracoa, czego niejednokrotnie byłem świadkiem. 





Che Guevara i rewolucja

Bohater narodowy Kuby. Jeden z trzech przodowników rewolucji, obok Fidela Castro, najbardziej ukochany przez Kubańczyków. Wizerunek El Comandante widoczny jest wszędzie. Jedyne „reklamy”, które można dostrzec na Kubie, to malowidła na murach, lub transparenty nawiązujące do rewolucji. Che Guevara jest obecny na każdym kroku, jak w tekście piosenki Strachy na Lachy „…. na szklankach i na firankach…”. Wszelkie pamiątki takie jak: kubki, chusty, koszulki i tykwy, które można zakupić w każdym miejscu wyspy, zdobione są jego wizerunkiem. Miłość do rewolucji i rewolucjonisty widoczna jest tu w każdym calu. 





Mieszkańcy

Napiszę tak: Kubańczycy są uśmiechnięci, ale czy szczęśliwi? Zdarzyło mi się kilka razy, że podchodzili do mnie ludzie i pytali o „ gazety”. Początkowo śmiałem się z tego, ale gdy zauważyłem, że po otrzymaniu jednej z nich byli radośni, wzbudziło to we mnie ciekawość. Nie ważny był dla nich język, liczyły się wyłącznie obrazki i kolorowe zdjęcia przedstawiające inny świat. 

Poznana rodzina w Baracoa na wschodzie Kuby


Pamiętam, gdy byłem chłopcem, uwielbiałem gromadzić katalogi reklamowe angielskich i niemieckich firm samochodowych, elektronicznych itp. Było to wówczas jak krok w nieznane, ale fascynujące miejsce. Przede wszystkim niedostępne i odmienne od tego, co otaczało mnie w tamtym czasie w moim mieście. Były to lata 80-te, szczyt socjalizmu w Polsce. Pamiętam półki w moim pokoju zdobione pustymi puszkami po zagranicznych napojach, pamiętam też ściany wyklejone plakatami zachodnich wykonawców rockowych.  Z perspektywy czasu, nie różniło się to od tego, co zobaczyłem na Kubie. Różnica polegała tylko na tym, że tam ludzie, chociaż biedni to zwykle są uśmiechnięci, a PRL  ludzie byli szarzy i smutni. Tam wieczne lato, a u nas więcej zimna niż ciepłych dni. Tam przez większość dni w roku świeci słońce, dając ludziom energię i radość życia. Nie muszą się ci ludzie martwić o ciepły ubiór, o opał na zimę, o ciepły posiłek. Oni to wszystko mają. Dla nich kilkugodzinne oczekiwanie za towarem w sklepie (w punkcie sprzedaży dóbr materialnych, raz się kupi mydło szare, raz pomarańcze) jest okazją do rozmów towarzyskich.

Targowisko w Holguin

Kubańczyk nigdzie się nie śpieszy, bo i gdzie? Państwo zapewnia wyżywienie z przydziału, więc nawet, gdy pracuje, na niewiele więcej go stać. Każdego miesiąca od państwa, dostaje dokładnie odważone porcje ryżu, fasoli, cukru, dostaje również olej i kurczaka. Warzywa dokupi na straganie u rolników, a szare mydło w sklepie z różnościami. Zarobki są niemal identyczne. Nieważne czy się jest lekarzem, prawnikiem, tudzież pracownikiem socjalnym, pensja jest dokładnie taka sama i wynosi około 10 EU. „Człowiek pracy” stanowi jedność socjalizmu i również jednakowo „hojnie” jest wynagradzany i traktowany. Dlatego nie ma się co dziwić powszechnej ekspansji człowieka do zawodów związanych z turystyką. W tym fachu, oprócz „hojnego” wynagrodzenia, może on liczyć na dary z zachodu: mydełka, szampony, długopisy, podkoszulki, dolary itp. Dlatego lekarze często pełnią na Kubie funkcje recepcjonistów w hotelach, inżynierowie prowadzą taksówki, a prawnicy oprowadzają turystów po mieście, lub sprzątają hotelowe pokoje.

Mieszkanki Santiago de Cuba

Życie na Kubie toczy się głównie przed drzwiami wejściowymi do domów, czyli zwykle na ulicy. To właśnie tam najczęściej można spotkać całą rodzinę. Na chodnikach omawiają tematy dnia codziennego. Drugim takim popularnym miejscem rozmów z sąsiadami i rodziną są balkony kamienic. Wysiadując na nich godzinami obserwując najbliższą okolice, czasami grając w domino i popijając rum. Mam wrażenie, że całe ich życie toczy się w tych miejscach. 


Ulice Santiago de Cuba


Dziewczyna z Santiago
Rodzinka w Baracoa
Dzieci w Santiago de Cuba


Rum

Najbardziej popularnym kubańskim rumem jest Havana Club. Produkowany jest z soku z trzciny cukrowej w Santa Cruz del Norte. Istnieje kilka odmian tego rumu. Anejo Blanco (biały rum) stanowi bazę do sporządzania wielu drinków, z których najbardziej popularne są tu mojito i pina colada. Popularne są również odmiany Anejo Especial (rum złoty), stanowiący podstawę popularnego na całym świecie Cuba Libre, a także rum czarny Anejo 7 Anos, mocny siedmioletni rum, spożywany głównie solo. Kubańczycy piją bardzo duże ilości rumu, dla nich jest on ogólnie dostępny i tani. Często można spotkać mieszkańców przesiadujących w cieniu palm i popijających, o każdej porze dnia i niekoniecznie w ich dniu wolnym, ale również w czasie pracy:)

Wolna chwila podczas ciężkiej pracy na targowisku w Holguin

Architektura


Pomimo wielu lat izolacji kraju, w wyniku której, większość budynków na Kubie jest zaniedbana i nieodnawiana, architektura moim zdaniem jest niezwykle urzekająca. Na Kubie dominuje hiszpański styl mudejar, czyli mieszanka islamskich i chrześcijańskich form. Podczas wędrówki po Kubie można napotkać sporą ilość starych pałaców kubańskich baronów trzciny cukrowej. Często te pałace pozostawione są w nienaruszonym, oryginalnym wyglądzie po dziś dzień. Można napotkać na wyspie kościoły w stylu hiszpańskim, niestety wewnątrz dużo bardziej ubogie niż w Hiszpanii. Większość zabudowań mieszkalnych, utrzymana jest jednak w opłakanym stanie. Od ścian odpadają tynki, często okna pozabijane są deskami, a niektóre kamienice zdawać by się mogło, że niedługo się zawalą. To smutny efekt rewolucji i komunistycznych rządów, efekt nacjonalizacji przez państwo wszystkich prywatnych budynków i całej gospodarki. Chodząc ulicami Hawany, Santiago, Trynidadu czy Cienfuegos, człowiek odnosi wrażenie, jak gdyby cofnął się w czasie o co najmniej kilkadziesiąt lat. To fajne uczucie, a z drugiej jednak strony, trochę żal, że niewiele się tu robi dla ratowania tego co w architekturze jeszcze pozostało.  Niektóre miejsca w dużych miastach, są jednak odmalowane i odremontowane i te właśnie najbardziej potrafią zachwycić.

Stara Havana
Havana
Trynidad

Trynidad
Baracoa
Baracoa
Santiago de Cuba
Camaguey


Krajobraz

Kuba jest krajem leżącym w archipelagu Wielkich Antyli, miedzy Morzem Karaibskim, a Zatoką Meksykańską. Cechuje się dość urozmaiconym krajobrazem, jednak większą część wyspy stanowią tereny nizinne. We wschodniej części kraju leżą góry Sierra Maestra, które rozciągają się wzdłuż wschodniego wybrzeża. Kuba ma wiele kilometrów wspaniałych plaż, w większości dzikich i mało dostępnych, na których nie spotka się zachodniego turysty.

Valley of Viñales na wschodzie  Kuby
Południowa Kuba
Plaża w południowej części wyspy
Wschodnia Kuba
Plaża na wschodzie w rejonie Baracoa
Kuba dla przyjezdnych jest fantastycznym pod każdym względem miejscem. Jest to kraj bezpieczny i przyjazny dla turystów. Jedynym problemem może okazać się poruszanie po kraju. Regiony wschodnie pozbawione są asfaltowych dróg, co w porze deszczowej utrudnia dotarcie do wielu miejsc, często wówczas odciętych od świata. Polecam Kubę właśnie teraz, bo za kilka lat, może to być zupełnie inne już miejsce.


Szymon Wyrwik